AI wychodzi z chmury i wkracza do świata fizycznego. Embodied AI, czyli sztuczna inteligencja w ciele robota, to kolejna (r)ewolucja technologiczna. Zmieni fabryki, magazyny, szpitale, a w końcu także nasze domy.

Przywykliśmy myśleć o AI jako o „mózgu w słoiku” – czymś, co istnieje w chmurze, przetwarza informacje i generuje tekst lub obraz na ekranie. Jednak coraz częściej słyszymy o przykładach robotów i innych urządzeń, które wykorzystują sztuczną inteligencję. W efekcie można powiedzieć, że AI nabywa umiejętności, by poruszać się, widzieć, dotykać i wykonywać operacje wpływające na naszą przestrzeń.

Z tym właśnie wiąże się Embodied AI (z ang. „ucieleśniona sztuczna inteligencja”). Jest to integracja zaawansowanej sztucznej inteligencji (najczęściej kilku różnych modeli) z fizycznym systemem/urządzeniem – robotem, autonomicznym pojazdem czy dronem.

Nie mówimy tu tylko o „AI w pudełku”, bo kluczowa jest ciągła pętla sprzężenia zwrotnego z otoczeniem. Robot coś widzi (percepcja), decyduje, co zrobić (rozumowanie) i to robi (działanie). Jego akcja natychmiast zmienia otoczenie, co generuje nowe dane dla jego „zmysłów”. Uczy się przez fizyczne doświadczenie.

Embodied AI

Embodied AI to krok ku temu, by sztuczna inteligencja mogła działać w świecie rzeczywistym, przełamując ograniczenia cyfrowego środowiska.

Część badaczy nabycie takich umiejętności uważa za kluczowy krok w stronę prawdziwej AGI (ja nie [do końca], ale to osobny temat). Duże modele językowe (LLM) opanowały język, ale brakuje im fizycznego osadzenia, „wyczucia” wobec praw fizyki i zdroworozsądkowego rozumowania o świecie. Świat fizyczny dostarcza kontekstu, którego nie da się wyczytać z miliardów stron internetowych.

Anatomia ucieleśnionej inteligencji

Fizyczna AI potrzebuje kilku kluczowych komponentów, które razem tworzą cykl percepcji i działania. Łączy się tu wiele dziedzin nauki, w tym inżynieria i kognitywistyka. Wszystko podzieliłem na trzy kategorie.

Zmysły (percepcja multimodalna)

Aby roboty oparte na AI, jakąkolwiek formę one przyjmą, mogły postrzegać świat, potrzebują już czegoś więcej niż tylko prostej kamery. Jeśli robot ma naprawdę „rozumieć” otoczenie, musi łączyć dane z wielu źródeł. Może korzystać z:

  1. kamer RGB-D – dzięki nim widzi kolor i głębię,
  2. technologii LiDAR – gwarantuje mu precyzyjny pomiar odległości,
  3. mikrofonów –pozwalają interpretować nie tylko mowę, ale też inne dźwięki otoczenia,
  4. zaawansowanych czujników dotykowych – informują o nacisku, teksturze i poślizgu (np. aby robot nie zgniótł jajka),
  5. żyroskopów, akcelerometrów i innych czujników pod kątem określania pozycji robota, ale też jego części.
Zaawansowane sensory dla robotów

Zrozumienie świata przez roboty wymaga integracji różnych form percepcji, co jest możliwe dzięki zaawansowanym czujnikom.

Mózg (modele AI)

Tu w ostatnich latach nastąpił duży przełom, ale moim zdaniem jeszcze wiele przed nami. Modele fundamentalne (jak te stojące za LLM) dają robotom zdolność rozumowania na wysokim poziomie. Nowym standardem stają się modele wizja-język-działanie (ang. VLA models), które bezpośrednio łączą to, co robot widzi, z instrukcją językową i konkretną akcją motoryczną.

Ciekawostka z Polski: startup Pathway opracował rewolucyjną architekturę AI o nazwie Dragon Hatchling (BDH). Jest ona inspirowana budową biologiczną mózgu – zamiast standardowych bloków transformerów wykorzystuje sieć neuronów i synaps, które uczą się na zasadzie tzw. reguły Hebba (neurony, które odpalają się razem, łączą się ze sobą). Może to pomóc rozwiązać problemy, jak ciągłe uczenie się agentów AI bez zapominania poprzednich lekcji.

Ciało (mechanika i elektronika)

„Mózg” potrzebuje „mięśni”. Przez lata roboty były sztywne i nieporadne. Opierały się na sztywnych, metalowych stawach i silnikach elektrycznych, które świetnie sprawdzały się przy powtarzalnym spawaniu karoserii, ale fatalnie przy podawaniu szklanki wody.

Embodied AI, czyli ucieleśniona sztuczna inteligencja

Obecnie trwają intensywne prace nad płynnością i finezją ruchów, a inżynierowie coraz częściej zwracają się ku biomimikrze – naśladowaniu rozwiązań wypracowanych przez ewolucję. Mówi się wręcz o nowej dziedzinie: obliczeniach morfologicznych. Chodzi o to, by fizyczny projekt ciała robota sam w sobie był elementem jego „inteligencji”. Przykładowo: chwytak wykonany z elastycznego materiału dopasuje się do kształtu jabłka bez skomplikowanych obliczeń procesora, podczas gdy sztywny, metalowy manipulator musiałby wykonać miliony kalkulacji, by owocu nie zmiażdżyć.

Tu znów mamy polski akcent: wrocławski startup Clone Robotics zamiast tradycyjnych silników elektrycznych stara się odtworzyć ludzką anatomię. Budują syntetyczne mięśnie (Myofiber) napędzane wodą. Sztuczne włókna kurczą się o 30% szybciej niż ludzkie mięśnie i zapewniają niesamowitą siłę i płynność ruchu. Taka dłoń jest w stanie zmiażdżyć beton, by chwilę później delikatnie chwycić winogrono.

Poligon treningowy

Roboty nie mogą się uczyć wszystkiego „na żywo” w realnym świecie. Wyobraź sobie robota humanoidalnego, który metodą prób i błędów uczy się chodzić – każdy upadek to ryzyko kosztownej awarii. Zresztą jest już masa filmików, które pokazują, jak np. wczesna wersja robota zderza się z lustrem w domu lub wyrzuca na siebie jajecznicę, po czym poślizguje się na niej. O ile to może być śmieszne, w innym przypadku mogłoby dochodzić do wielu tragedii, gdy przykładowo autonomiczny samochód uczyłby się reagować na pieszych dopiero na drodze – tu błędy są niedopuszczalne. Nauka w świecie fizycznym jest po prostu zbyt wolna, zbyt droga i zbyt niebezpieczna. Dlatego inżynierowie przenieśli proces nauki do świata wirtualnego.

Ogromna część treningu odbywa się w symulatorach fizyki, takich jak NVIDIA Omniverse. Na te potrzeby tworzone są tzw. cyfrowe bliźniaki (ang. digital twins). Przykładem może być firma BMW, która wykorzystuje cyfrowego bliźniaka całej swojej fabryki, aby bezpiecznie trenować roboty i optymalizować ich działanie, zanim jakakolwiek maszyna zostanie wykorzystana na hali produkcyjnej. W symulacji robot może „przeżyć” miliony scenariuszy w ciągu kilku godzin i uczyć się na błędach, które niemal nic nie kosztują.

Symulacja pracy robota w bezpiecznym środowisku

Symulatory pozwalają robotom rozwijać się bez ryzyka kosztownych błędów i niebezpieczeństw realnego świata.

Jednak symulacja nigdy nie jest idealna. Największym wyzwaniem jest przeniesienie umiejętności nabytych w tym sterylnym, cyfrowym środowisku do brudnej i chaotycznej rzeczywistości. Inżynierowie nazywają to problemem luki „sim-to-real”. Aby ją zasypać, stosuje się sprytne triki, takie jak randomizacja. W symulacji celowo zmienia się oświetlenie, tekstury podłogi czy tarcie, aby robot nie uczył się „na pamięć” wyglądu konkretnego otoczenia, ale „rozumiał” ogólne zasady fizyki i adaptacji.

Robot na etacie

Prognozy dot. 2030 roku mówią o rynku wartym ponad 23 mld USD, który rośnie w tempie niemal 40% rocznie. Gdzie Embodied AI już działa lub będzie działać w najbliższym czasie?

Produkcja i logistyka

Magazyny to obecnie codzienność dla robotów. Ale teraz wchodzą tam maszyny, które „rozumieją”, co podnoszą.

Warto tu wspomnieć, że polska firma Nomagic jest jednym z liderów w automatyzacji. Ich robot o imieniu Richard pracuje m.in. dla giganta modowego Zalando. Maszyna potrafi samodzielnie pobierać, skanować i sortować tysiące produktów dziennie (średnio 10 tys. obiektów na dobę!). Co ciekawe, Zalando zainwestowało w polski startup, widząc w tym przyszłość swojej logistyki.

W fabrykach samochodów też się sporo dzieje. Firma Figure podpisała umowę z BMW i w fabryce w Spartanburgu testuje swoje humanoidalne roboty (model Figure 01). To na razie testy wykonalności, ale wizja jest jasna: roboty mają wykonywać zadania, które dla ludzi są ergonomicznie trudne lub niebezpieczne.

Embodied AI, czyli ucieleśniona sztuczna inteligencja

Budownictwo

Stricte na temat sektora budowlanego pisałem już w social mediach. Zwróciłem tam uwagę, że w tej dziedzinie od dawna obserwujemy stagnację produktywności i chroniczny brak rąk do pracy. Roboty, nie tylko humanoidalne, mogą być ratunkiem.

W perspektywie najbliższych lat będą one pełnić funkcję asystentów: przygotują narzędzia, posprzątają plac budowy, zajmą się malowaniem czy rozładunkiem materiałów. W dłuższym terminie (powyżej 10 lat?), gdy poprawi się ich mobilność w trudnym terenie, będą mogły instalować płyty gipsowo-kartonowe (prototypy już istnieją w Japonii), przeciągać przewody, a nawet wylewać beton.

Najsensowniejsze wydaje się wykorzystanie ich przy wielkich projektach infrastrukturalnych, gdzie zadania są powtarzalne, ale środowisko zbyt niebezpieczne lub męczące dla ludzi.

Opieka zdrowotna

Robotyka medyczna to nie tylko słynny chirurgiczny system Da Vinci, który zapewnia lekarzom nadludzką precyzję. Embodied AI wkracza w obszar bezpośredniej opieki.

Budowane i ulepszane są roboty, które pomagają w fizycznej rehabilitacji pacjentów, monitorują parametry życiowe i wspierają osoby starsze w codziennych czynnościach, odciążając personel medyczny. Warto też wspomnieć o diagnostyce – systemy AI są „wcielane” w urządzenia takie jak autonomiczne kamery okulistyczne, które potrafią badać wzrok i wykrywać choroby w czasie rzeczywistym.

Embodied AI w przemyśle

Embodied AI może mieć formę nijak przypominającą humanoida, jednocześnie pomagając w codziennym życiu i powrocie do zdrowia.

Inne sektory

Zmiana obejmuje także rolnictwo, gdzie autonomiczne traktory, drony monitorujące uprawy i roboty do zbiorów owoców mogą pomóc zwiększyć wydajność i ograniczyć marnotrawstwo żywności. Tu ponownie na robotyzacji skorzystają głównie wielkie gospodarstwa.

Z pola na stół… Roboty widzimy też w restauracjach, jak przywożą do stolika zamówione jedzenie. Sądzę, że coraz częściej będziemy widzieć je w sklepach: będą mogły witać klientów i udzielać im pomocy, pakować produkty, a na zapleczu autonomicznie zarządzać zapasami. (Jednocześnie stawiam tezę, że obsługa przez człowieka stanie się wyznacznikiem pewnego rodzaju luksusu.)

Na koniec, takie roboty jak słynny Spot od Boston Dynamics są wysyłane tam, gdzie człowiek nie powinien wchodzić: do inspekcji niebezpiecznych instalacji, wykrywania min czy reagowania na katastrofy naturalne.

Od Roomby do Rosie

Miejscem, z którym najczęściej utożsamiamy humanoidalne roboty, jest nasz dom. Już w Jetsonach gospodyni Rosie – można powiedzieć – była częścią rodziny. Rynek robotyki konsumenckiej ma ogromny potencjał, ale i najwyższe bariery wejścia.

Dlaczego to takie trudne? Fabryka jest przewidywalna. Dom natomiast jest pełen miękkich obiektów, bałaganu, zwierząt i dzieci. Robot, który potrafi niezawodnie posprzątać zagracony pokój dziecka (i nie nadepnąć na klocki LEGO!), będzie Świętym Graalem tej technologii.

Roboty w codziennym domowym życiu

Przyszłość robotyki konsumenckiej tkwi w pokonywaniu złożoności codziennego życia w domach. Właśnie sobie przypomniałem, że muszę uprzątnąć gumowe kości i piłki, żeby się nie potknąć w nocy…

Przyszłość mogą stanowić roboty do opieki nad osobami starszymi. W starzejących się społeczeństwach zapewnią towarzystwo, przypomną o lekach i pomogą w monitorowaniu stanu zdrowia. Sądzę, że w rezultacie pomogą seniorom dłużej samodzielnie żyć.

Co stoi na przeszkodzie do Embodied AI?

Wizja jest imponująca (a dla niektórych zapewne przerażająca), ale droga do niej jest pełna przeszkód. Krótko kilka przykładów:

  • Zaawansowane roboty humanoidalne są wciąż bardzo drogie. Aby trafiły pod strzechy, ich cena musi spaść do poziomu samochodu (ok. 20–30 tys. USD). Rozwiązaniem dla firm staje się model RaaS (ang. Robotics as a Service), czyli „wynajem” pracy robota na godziny.
  • Kto odpowiada za wypadek spowodowany przez autonomicznego robota? Producent sprzętu, twórca AI czy właściciel? Ta „prawna próżnia” hamuje wdrożenia.
  • Jak będzie wyglądać rozwój ludzkości, gdy do robotów część świata będzie mieć dostęp, a część nie? To potencjalnie powód do rosnącej przepaści między ludźmi.
  • Powszechna automatyzacja rodzi uzasadnione obawy o miejsca pracy. Jednak historia pokazuje, że technologia częściej zmienia charakter pracy, niż ją likwiduje.
Wyzwania związane z robotyką

Wyzwania technologiczne, prawne i społeczne stoją na drodze do powszechnej adopcji zaawansowanej robotyki. Co ciekawe, tempo rozwoju może sprawić, że gorsze i starsze roboty będą skazane na… bezrobocie.

Embodied AI – kilka słów na koniec

Embodied AI trudno traktować jako odległe science fiction, choć warto zachować zdrowy rozsądek. Wiele pokazów bywa „podkręconych” – roboty, które na viralowych filmach sprawiają wrażenie poruszających się w pełni samodzielnie, w rzeczywistości bywają czasem sterowane zdalnie przez operatora zza sceny (tzw. teleoperacja). Jednak to nie zmienia faktu, że rewolucja przyspiesza.

Dla liderów biznesu z niektórych sektorów ta transformacja oznacza konieczność działania. To moment, by wyjść poza fazę teoretyzowania i zacząć inwestować w infrastrukturę cyfrową oraz programy pilotażowe, identyfikować procesy, gdzie zwrot z inwestycji będzie najwyższy. Czekanie na „idealnego robota” może oznaczać utratę dystansu do konkurencji.

Rewolucja robotyczna i adaptacja człowieka

Nadchodząca rewolucja w robotyce wymaga od nas otwartości na zmiany i gotowości do adaptacji.

A co z nami wszystkimi? Jak się odnaleźć w tej nowej rzeczywistości?

Kluczem jest adaptacja. Zamiast obawiać się, że maszyny nas zastąpią, powinniśmy skupić się na umiejętnościach, których AI nie jest w stanie łatwo podrobić: na kreatywności, krytycznym myśleniu, inteligencji emocjonalnej i etycznym osądzie.

W świecie przyszłości nie będziemy już tylko operatorami maszyn. Musimy przygotować się do nowej roli – naszym zadaniem będzie zarządzanie ich pracą, nadzór i rozwiązywanie problemów, które przerosną algorytmy.

Jeśli chcesz być na bieżąco z tym, jak AI zmienia świat fizyczny, zapraszam do subskrypcji newslettera.

Zapraszam do rejestracji na mój newsletter dot. AI i zarządzania. Dzięki temu nie ominie Cię żaden artykuł.  Zapisz się